Moja historia





by Daria Sanetra

Szybko przemknęłam obok lustra. Nie, nie będę w nie spoglądać. Po co mam znowu poczuć rozczarowanie i wstręt. Nie mam siły go wyrzucić, bo wtedy musiałabym w nie spojrzeć. Nie ma innej opcji. To ponad moje siły.

Jestem w stanie ciągłej walki z własnym ciałem. Nie akceptuję go takim jakie jest. Jest za duże! Atakuję go co chwilę jakąś nową dietą. Przygotowuję się, czytam, obmyślam taktykę i… atak. Ja je dietą, ono mnie efektem jojo. Czuję się jak Syzyf. Kolejna dieta nie przynosi spodziewanego efektu. I tak jest od lat. Odkąd mnie, nastolatce, zaczęło być źle we własnym ciele. Nadwaga, brak akceptacji samej siebie. I przekonanie: jedyną drogą do szczęścia jest wygląd fizyczny. Bywało, że unikałam spotkań ze znajomymi. Zamykałam się w sobie.

Do mojej walki angażowałam sojuszników: publikacje dotyczące różnych diet, dietetyków, lekarzy. Tak, lekarzy, bo po wielu latach walki moje ciało było wyczerpane. Nie miało energii, było wiecznie przemęczone. Miałam rozregulowane hormony, anemię, byłam niedożywiona chociaż ciągle jadłam. Leczyłam się. Korzystałam z dobrodziejstw medycyny konwencjonalnej i niekonwencjonalnej. Spotykałam się z terapeutami. Łykałam „cudowne” tabletki. I nic. Nie udało im się wyciągnąć mnie z tych wszystkich chorób. Czyżby nie było dla mnie ratunku?

Być na diecie. Znasz to? Codzienne liczenie kalorii, ograniczenia, tego nie wolno, tamtego unikać. I pokusy. Jak długo udało Ci się wytrwać na takiej diecie? Jak się czułaś? Ja wytrzymywałam 2 tygodnie. Nie lubię być ograniczana. Cenię wolność. A diety zakładały mi kajdany. Spytasz pewnie ile diet próbowałam? Zapytaj lepiej, której nie próbowałam. Byłam fizycznie i psychicznie wymęczona

Mimo problemów zdrowotnych, walczyłam o moją przyszłość. Próbowałam dowartościować się na różne sposoby. Podróżowałam po świecie. Uczestniczyłam w wielu różnych kursach, rozpoczynałam różne biznesy. Studiowałam. Najpierw w Poznaniu na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, później prawo w Anglii na The University of Law w Birmingham. Nic nie dawało mi satysfakcji. Nie miałam czasu na odpoczynek. Na siebie. Opadałam z sił. 

 

W pewnym momencie, na moim talerzu zaczęły pojawiać się warzywa i owoce. Z dnia na dzień zdominowały moje menu. Ich kolorami cieszyłam oczy. Moje małe kolory radości. Zaobserwowałam, że moje ciało dobrze na nie reaguje. Nie mam wzdęć. Mam więcej energii i lepsze samopoczucie.

Zaczęłam interesować się odżywianiem. Odwiedzałam farmy, gdzie żywność była wytwarzana. Skąd trafiała na półki sklepowe. Zaczęłam zwracać uwagę na to, co pojawia się na moim talerzu. Szkolenia, seminaria, targi zdrowia i czytanie etykiet stały się filarami mojego odżywiania. Zostałam certyfikowanym specjalistą ds. żywienia. Traktowałam to jak hobby. Przyszłość wiązałam z prawem.

Aż nadszedł dzień, w którym musiałam wybrać.

Kończę właśnie studia prawnicze i dostaję propozycję pracy w dużej kancelarii prawniczej. Szczęście, prawda? Przecież do tego dążyłam! Ciężko na to pracowałam! Przed moimi oczyma pojawił się obraz biurka metr na metr, zawalonego papierami. Tysiące białych kartek zapełnionych czarnymi znakami. To ma być moja przyszłość? Tylko nie to! To nie jest moje życie. Czuję tęsknotę za kolorami.

Przecież mam je „pod nosem”. W swojej lodówce, spiżarni. Dają mi więcej motywacji niż praca w prestiżowej kancelarii. Znalazłam swoją tęczę. W roślinach.

To był pierwszy raz, kiedy wybrałam siebie. Nie coś, co mi się wydawało właściwe a nie było moje. Nie drogę, którą wybrał dla mnie ktoś. Wybrałam siebie. I… zaczęłam ubarwiać moje życie i życie innych ludzi kolorami. Zmieniła się też moja świadomość. Autentyczność. To dzięki niej uświadomiłam sobie, że jestem wyjątkową osobą. Poprzez bycie szczerą, prawdziwą wobec siebie, zaakceptowałam się taką jaka jestem i zakochałam się w sobie.

Dziś patrzę w lustro. A z niego spogląda na mnie moja szczęśliwa twarz. Uśmiecha się do mnie a ja do niej. I do świata się uśmiecham, z wdzięcznością za rozpoczęty kolejny dzień życia. Moje serce wypełnia miłość a ciało energia.

Do mojego życia zaprosiłam ruch. Spaceruję, biegam, trenuję na siłowni, ćwiczę jogę. Kuchnię opanowały rośliny. Jedzenie roślin nie ma wad. Syci oczy kolorami, nos zapachami a podniebieniu daje rozkosz. Przygotowywanie posiłków daje mi dużo radości i energii. Wiesz jaką dietę stosuję teraz? Co ja mówię, to nie dieta, żadne kajdany. To styl życia. Żyję tęczowo. Moja lodówka i spiżarnia pełne są kolorów. Kolorów roślin. Odżywiam się tęczowo.

Wspomniałam przed chwilą, że jedzenie roślin nie ma wad. Ale ma skutki uboczne! Wiedziałaś o tym? Nie, to teraz Ci je wymienię:

  • Brak wzdęć
  • Brak gazów
  • Utrata kilogramów
  • Dobre samopoczucie
  • Wyższy poziom energii
  • Większa chęć zadbania o siebie
  • Większy poziom świadomości tego, jak zawartość talerza wpływa na Twoje zdrowie. I życie
  • Zdrowa cera
  • Pogłębiona wyczuwalność smaków. Chciałabyś odkryć słodycz sałaty?
  • Zaczniesz się do siebie uśmiechać
  • Fajny wygląd
  • Poprawa libido
  • Pokochasz siebie
  • Będzie Ci ze sobą wygodnie

To jeszcze nie wszystkie. Jeśli Cię nie przerażają a chciałabyś się dowiedzieć, jak zmienić swoje życie na szczęśliwe i przy okazji (patrz: skutki uboczne) zrzucić nareszcie i na zawsze kilka kilogramów i zagrać o zdrowie, zapraszam do mojego programu Vegecamp Online.

Ps. Wiesz, dziś nie mam już problemów hormonalnych, anemii i niedożywienia. Lekarze na tym polu zawiedli. Pokochałam też swój wygląd. Czuję się dowartościowana. Zrozumiałam, że dowartościowanie to nie zaliczanie kolejnych kursów, studiów czy markowe ciuchy. To nie wygląd zewnętrzny. To miłość. Do samej siebie. To zaopiekowanie się sobą i wiara w siebie. A jeśli się kochasz, to troszczysz się o siebie. Dbasz o to, by karmić swoje ciało tym co je wzmacnia.

Zdradzę Ci sekret: rośliny pomogły mi wejść na drogę do szczęścia i świetnej figury. Ja dziś idę tą drogą i z radością Cię nią poprowadzę. Do szczęścia, samoakceptacji i miłości do samej siebie. Ja znalazłam przepis na szczęście. Teraz chcę się podzielić nim z Tobą.

Tęczowym roślinnym mostem przejdziemy do miejsca, w którym pokochasz siebie. I w końcu będzie Ci ze sobą wygodnie. Nie bój się, przeprowadziłam już po nim wiele osób. Nawet moją cudowną mamę. Po tamtej stronie mostu zostawiła niedoczynność tarczycy, 25 zbędnych kilogramów, zaburzoną gospodarkę hormonalną, stany lękowe, rozkojarzenie, takie, że nie mogła zawiązać sznurówki. Przeszła na stronę zdrowia i dobrego samopoczucia. Niektórzy myślą, że to moja siostra.

Mam moc! Mam energię i przepis na to, by upiększyć Twoje ciało i duszę.

 Wyruszysz ze mną po szczęśliwą siebie? Dzisiaj…

 

Obecnie pomagam kobietom pięknie jeść, myśleć i żyć, tak aby mieć dużo energii i boski wyglądać będąc sobą! Kobietom, 

  • którym jest niewygodnie we własnym ciele
  • które czują się ze sobą źle
  • które mają problemy zdrowotne (alergie, rozregulowane hormony, problemy gastryczne, otyłość, depresję itp) i mają już dość przyjmowania leków
  • dla których ważne jest to, czym karmią swoje ciało, czyli chciałyby się zdrowo odżywiać
  • które chciałyby zyskać więcej energii
  • które czują się zmęczone, wyczerpane
  • które chciałyby nareszcie zrzucić kilka kilogramów
  • które chciałyby zacząć odczuwać radość z przygotowywanych posiłków

Pomóź mi proszę i podziel się moją historią ze swoją przyjacióką może właśnie teraz tego potrzebuje. Dziękuję!