Enter your keyword

Chorwacja na Talerzu – czyli Klimatyczne Petracane i Zadar – Część 1

Chorwacja na Talerzu – czyli Klimatyczne Petracane i Zadar – Część 1

Chorwacja na Talerzu – czyli Klimatyczne Petracane i Zadar – Część 1

Chorwacja to moim zdaniem Jedna z piękniejszych destynacji… Jest to kraj który ma tak wiele do zaoferowania. Krajobrazy, niesamowici ludzie i to nietuzinkowe kulinarne zróżnicowanie.

Bajeczne miejsce

Lipiec to przede wszystkim czas na arbuzy, melony, w dosłownie każdym ogródku wiszące i pachnące czerwone pomidory, brzoskwinie, nektarynki, śliwki. Nie można się od tych uroczych i smakowitych pyszności opędzić. Rewelacja! Napiszę Ci o wszelakich kulinarnych dobrociach jakie udało mi się po drodze odkryć, ciekawych miejscach, gdzie je odnalazłam i przecudownych ludziach, którzy w uroczy sposób przekazywali mi wiedzę na ich temat. Będzie również o życiu, czyli po prostu byciu i pewnie o szczegółach dla mnie ważnych dla Ciebie być może mniej. Choć nigdy nic nie wiadomo. Będą trzy posty na temat moich chorwackich wojaży, gdyż przejechałm cały kraj z północy na południe w tydzień i zatrzymałam się w kilku miejscach, i każde z nich było nietuzinkowo urocze. Nigdy nie wiadomo być może skusisz się na ich odwiedzenie kiedy zawitasz w tym cudownym kraju.

o Zadarze i Petracane – czyli przystanek numer 1

Ląduję w Zadarze, mieście w północnej Chorwacji, wychodzę z samolotu i uderza mnie gorące adriatyckie powietrze. Po lotniskowych kontrolach kieruję się na zewnątrz ku wypożyczalni samochodów. Pierwszy człowiek jaki podbija moje serce swoim ciepłym sposobem bycia to Pan, reprezentant wypożyczający mi samochód. Po wielu latach podróżowania zauważam, że ten Pan nie jest miły bo musi, bądź go tak wyszkolono on jest autentyczny, on po prostu taki jest. Nietuzinkowy wyraz ciągle uśmiechniętej twarzy i ta nie do opisania chęć pomocy to wszystko nakierowane wielkim sercem, nie tak jak w większości przypadków automatyczne wykonywanie pracy bez zachowania nuty człowieczeństwa. Biorę samochód i jadę do Petracane, położonej 12 kilometrów od Zadaru małej miejscowość rybackiej – taki raj dla zwolenników owoców morza i nie tylko. Docieram do pensjonatu, gdzie uderza mnie szum fal, fascynująco delikatne brzmienie świerszczy, pięknie przygotowany apartament oraz uprzejmość i gościnność właścicieli czekających aż do północy aby nas przywitać. Siadam w ciemnościach na tarasie i wsłuchuję się w szum fal, odległych 5 metrów od ode mnie. Po czym idzię spać. Czy może być ciekawiej?

Od rana spać się nie da

Co to za dziwny głośny,  specyficzny hałas? Prace remontowe w sezonie? O 7 rano? Tak oto poranna pobudka w nieznanym raju szalenie aktywnych świerszczy – Niezwykłość! Jest ich tam ogrom. Trudno było mi zrozumieć dlaczego są tak głośne i to bardziej w dzień niż w nocy? Nie mogłam się oprzeć i później zapytałam Simona (właściciela). Wytłumaczył mi, że jak jest bardzo gorąco latem to bardzo ciężko się im oddycha (coś tam ze skrzelami im się dzieje), stąd to ich nasilone głośnie brzmienie w dzień, kiedy jest bardzo gorąco. Taka lokalna wiedza – biologiem nie jestem, więc podważać nie będę 😉 Choć bardzo często Ci co wieloletnio doświadczają rozumieją owe zjawiska bardziej wszechstronnie niż tylko z definicji książkowych.

Nie ma opcji nie widzieć wody

Teraz wstaje z wyrka i idę na taras… co widzę? Nieskończoność. Woda woda i woda – przejrzysta, turkusowa, idealna by w nią wskoczyć, wskakuje w strój i myk, grzech by nie, gdyż plaża przy pensjonacie. Tylko uwaga na jeżowce tak właśnie. Wyobrażam sobie, że postawienie na nim stopy było by bezsprzecznie pełne wrażeń aczkolwiek tych raczej mniej przyjemnych moim zdaniem. Ciekawe stworzenia.

Okolice

Po porannych kąpielach czas na śniadanie czyli spacer do lokalnego sklepu. Od pensjonatu zaledwie 10 minutowy spacer – poranne rozkosze pochłaniania światła i karmienia ciała witaminą D – aż chce się po prostu „być”. Odnajduję kafejki, restauracje – jest około 10 rano, a dopiero wszystko zaczyna budzić się do życia. Starsi panowie tradycyjnie jak chyba wszędzie w Europie siedzą na ławkach przed sklepem i dyskutują o rozwiązaniach świeckich problemów (tu bez piwa), panie zaś podlewają swoje piękne ogródki pełne czerwonych, soczystych pomidorów – taka prosta, a zarazem piękna proza życia. Na to wszystko nieskończony szum fal. Nic innego nie pozostało jak tylko kupić parę dobroci i zjeść śniadanie na plaży – To jest jakość życia! Mogłabym tak pisać i pisać, ale do rzeczy.

Petracane – ale wiocha

Petracane to piękna mała miejscowość turystyczna, gdzie spedziłam 3 dni. Bardzo długa plaża i wzdłuż niej piękny las sosonowy, co kreuje dużo cienia i zaoszczędza potrzeby noszenia parasoli by schronić się przed intensywnym słońcem. Plaża w większości skalista i kamienista z często piaszczystym zejściem do morza. Ludzie nie z tej ziemi – niesamowicie mili, pomocni i uprzejmi, i jak się powtarzam tu to robię to celowo! Nie zepsuci turystami, wręcz przeciwnie doceniający, że ich mają. Dla mnie w lipcu pomidorowo-melonowo-arbuzowo-brzoskwiniowy raj.

Lokalne jadło

Ryby

Co do restauracji zachwycił mnie lokalnie łowiony dziki tuńczyk serwowany z ogródkowym szpinakiem wymieszanym z selerem lub ziemniaczkami – Jakość. Próbowałam także wersji z szafranem – też pyszny, choć dla mnie pierwsza wersja zdecydowanie wygrywa. Jak wiecie jem ryby niehodowlane, a tuńczyka dzikiego to ciężka sprawa kupić. Chyba, że możesz jakieś sprawdzone źródła polecić? Zupa rybna – kiedyś bym powiedziała nie ma takiej opcji! Teraz powiem, że podróże kształcą (choć jak Pan psycholog Jacek Walkiewicz twierdzi “tylko ludzi wykształconych” tu może nie do końca się z panem profesorem zgodzę dołożę jeszcze otwartość na to co nowe i nieznane w rozumieniu „inteligencji emocjonalnej”). Zupa pierwsza klasa. Smakuje jak konkretny rosołek długo gotowany taki z ekologicznej kurki, a może i nawet trochę ciekawiej. W kaźdym razie tony kolagenu drogie panie.

Mięso

Mięs nie próbowałam bo po pierwsze nie jem, a po drugie kto je mięsa w naturalnej krainie ryb i owoców morza? Aha Ci co jeszcze ich “nie polubili” 😉 Wierzcie czy nie ja też kiedyś nie byłam ryb zwolenniczką. Mięsożercy jest i dla Was liczny wybór, więc spokojnie. Co do wędlin, się nie wypowiadam, bo nie jem tego, stąd też się tym nie interesuję.

Warzywnie

Co do wegetarian i wegan propozycja wszelakich sałatek, zup, choć typowo wegetariańskiej restauracji nie znalazłam. Aczkolwiek multum owoców łatwo dostępnych, sprzedawanych wszędzie, szczególnie przy drogach. Polecam arbuzy i melony – lipiec to ich czas, a to tony wody nawadniającej nasze ciała! Może ktoś był i zna typowe wegetariańskie/wegańskie restauracje? Piszcie w komentarzach.

Co robić w wiejskich okolicach

Sporty wodne, spacery, poranny jogging, rozmowy z lokalnymi ludzmi, poranne podziwanie panów czyszczących głowonogi (kalamary) z sepi (atramentu) – brudna robota. Podziwianie zachodu słońca, wsuchiwanie się w nieziemskie brzmienie świerszczy, pochłanianie boskich widoków, mówienie po chorwacku – z przymróżeniem oka tu, gdyż jest to język słowiański jak nasz polski, więc zbyt trudno nie było, wieczorne uczestnictwo w lokalnych festynach (nie tu ludzie nie spijają się na umór). Po prostu byłam. Książek nie czytałam, gdyż jak bardzo kocham je czytać to tak bardzo wiem, że czytanie ich podczas podróżowania to marnowanie podróżowania czyli widoków, realnych doświadczeń etc. (no chyba, że w samolocie)

Klimatyczne organy czyli Zadar

Zadar to miasto w pónocnej części Chorwacji. Na starym mieście zobaczycie wpływy Rzymskie – gdzie tych Rzymian nie było. Co do zbytków warto zerknać na kościół św. Donata uważany za symbol miasta oraz pobliskie ruiny. Przejść się ulica Szeroką – najsłynniejsza ulica Zadaru. Bardzo przyjemny spacer przez stare miasto do promenady (idąc od kościoła św Donata przez mały targ), gdzie warto się zatrzymać przy białej budce na orzeźwiający soczek (ja wybrałam lawenda, figa, mango, ogórek – pychota) i delektować się nim w drodze do fascynująco brzmiących słynnych morskich organ wodnych. Morskie organy wodne – Morskie Orgulije (z chorwackiego) znajdują się w zachodniej części miasta – grające morze, a tak serio to wbudowane w nabrzeże rury, które pod wpływem fal wydaja dźwięki bądź wykwintnie mówiąc wygrywają organowe symfonie. A to wszystko dzięki nieskończonej ludzkiej kreatywności. Kocham kreatywnych ludzi.

Dla zwolenników tradycyjnego zwiedzania można odwiedzić słynne kościoły i warto się wybrać na Narodni Trg – główny plac w mieście – tak się wtopić w klimat placowego zgiełku, popijając co tam lubisz. Dla barowiczów I chillout’owców też coś mam ba i to z historycznymi wpływami. Otóż królowa Jelena Medijevka zbudowała park, którego tradycja zawsze miała być związana ze zbiórką ludzi w celach relaksacyjnych i rozrywkowych. Te cele są nadal kontynuowane w tym parku przez Bar “Ledana” Park ten jest jedynym, który pozostał w Chorwacji od tamtych czasów i zachował te tradycje. Przyjemna impreza pod gołym niebiem zintegrowana z klimatyczną atmosferą historycznego parku. Otwarte cały dzień i całą noc. Polecam. To był Zadar w jeden dzień tzw “mały chorwacki Rzym”. Zapewne Ci co byli dłużej znają wiele więcej ciekawych do odwiedzenia miejsc. Śmiało dzielcie się wiedzą w komentarzach.

Organizacja wyprawy

Przewoźnik: tutaj zależy kto skąd leci, kwestia wyszukania połączeń. Bilety zamawiane 3 tygodnie przed wylotem. Za osobę około 100 Euro w dwie strony – tanie linie lotnicze. Zamawiane na ostatnią chwilę, czyli dzień przed albo w ten sam dzień przez: strony: booking.com lub airbnb.com lub pukanie do drzwi pensjonatów. Powiem tu, że trzecia opcja po pokazaniu właścicielom cen na wskazanych stronach była najbardziej rentowna, gdyż bardzo zależało im na wynajmie i schodzili z ceny by nie pozostać z pustym zakwaterowaniem. Ceny w lipcu od 40 – 60 Euro za dobe za dwie osoby za apartament. Przy gwarantowanej pogodzie myślę, że bajka.

Zdecydowałam wspomnieć o tych willach bo często sama jak szukam czegoś to cieżko jest wiedzieć co nas może spotkać. W tym przypadku wiem, że zawiedzionym być nie można. Willa Katarina – zamówiona przez booking.com – właściciele Simon i Maria. Cudowni ludzie, rewelacyjne zakwaterowanie z nieziemskim widokiem na morze. Dostępne apartamenty kilku osobowe jak i mniejsze rewelacyjnie przygotowane, bardzo czyste. – właściciele dbają o każdy drobny szczegół. Czytają w myślach 😉 i rozdają nieziemsko pyszne pomidory. Willa Marco Polo – zamówiona przez pukanie do drzwi – prowadzona przez dwie siostry. Jedna to Anna, a druga przepraszam ale nie miałam sposobności zapytać. Dwie wielkoduszne, skromne i zabawne istoty. Apartamenty z widokiem na morze. Nie na samej plaży – 5 minutowy spacer. Nieziemsko przygotowane śniadanie – tak naprawdę od serca – perfekcjonizm. Istoty dbające o każdy szczegół komfortu.

To było by na tyle w „Części 1 o Chorwcji na talerzu”. Miłego podróżowania i doświadczania. Teraz Część 2  – kierunek południe Split i Podstrana.

20150715_192210_Fotor_Fotor_Collage

20150715_173633_Fotor_Collage

20150715_085335_Fotor_Fotor_Collage

Related Posts

  • Pozazdrościć wyjazdu!

  • Pięknie! Jeszcze tam nie byłam, ale chyba w końcu trzeba 🙂

  • Chcę więcej zdjęć! 🙂 Pięknie!

  • A zdjęcia jedzenia gdzie? Lubię tematy podróży kulinarnych, o czym świadczy cały mój blog ;ppp

  • Te zdjęcia zbyt dosadnie mi mówią, iż potrzebuje urlopu i więcej słońca:)

  • Wierz mi, że są tacy, którzy zawsze jedzą mięsa 😉 Osobiście uwielbiam wszystkie porty i wybrzeża nie tylko dlatego, że jest tam morze i dostęp do otwartej przestrzeni, ale dlatego że kuchnia tych miejsc trafia w sedno moich upodobań kulinarnych!

    • Twoje szczęście jest moim szczęściem, a przecież droga do serca wiedzie przez żołądek 😉 Zatem musimy jeść to co nam samym odpowiada <3 Ściskam, Daria

  • Lokalna kuchnia to ulubiona cześć podróży 🙂

  • Ale słoneczne miejsca. Aż czuje się zapach tych owoców 🙂

  • Chorwacja faktycznie jest bajeczna w każdym calu! A już połączenie Chorwacji ze słowem „talerz” to połączenie idealne!;)

  • Pyszna ta Chorwacja 🙂 Zapraszam na wyprawę na Bałkany razem z nami już w sobotę 😉

  • dObraŻona

    Chorwacja nieprzerwanie od kilka lat jest na liście moich miejsc do odwiedzenia, ale jakoś tam nam ciągle nie po drodze;)

  • Iwona Gogulska

    Uwielbiam jeść na wakacjach i próbować lokalnych smaków. A na Bałkanach jest dużo okazji, żeby kupić świeże warzywa i owoce, więc tym bardziej. Co do samej destynacji podróżniczej, to polecam jechać trochę dalej na południe i wybrać się do Albanii 🙂

  • Mirella

    Ojej, po prostu uwielbiam <3 <3 Sam widok zdjęcia arbuza i melona sprawia, że chciałabym tam pojechać~~

  • świetna wycieczka 🙂 Sama się chętnie wybiorę!